Linki sponsorowane - Faktura VAT - Tanie OC - Dachy Warszawa - rynek walutowy - Hazard - Kosmetyki - detox drink - Dieta CKD - wątroba - Wideofilmowanie Warszawa - okna pvc - projekty domów

phpbb3 styles | sklepów pozycjonowanie stron “Oszukać przeznaczenie”

Oczekiwanie

wrzesień 22nd, 2008

Emma czekała w egipskich ciemnościach na wstrząs dekompresji. Wiedziała dokładnie, czego ma się spodziewać. Jak umrze. Usłyszy ryk powietrza, które ucieka z kadłuba. Nagle pękną jej bębenki w uszach. Poczuje gwałtowny ból, kiedy jej płuca rozszerzą się i wybuchną w nich pęcherzyki. Kiedy ciśnienie powietrza spada do zera, obniża się również temperatura wrzenia cieczy, zrównując się w końcu z temperaturą krzepnięcia. W ciągu sekundy krew zagotuje się w jej żyłach. A w następnej zakrzepnie w lód. Czerwone światła ostrzegawcze i syrena potwierdziły jej najgorsze obawy. To był alarm pierwszego stopnia. Doszło do pęknięcia kadłuba i powietrze wyciekało na zewnątrz. Poczuła pyknięcie w uszach. Uciekaj! Obie z Dianą dały nurka do modułu mieszkalnego. Półmrok rozświetlały tylko jasnoczerwone błyski awaryjnych paneli. Syrena wyła tak głośno, że wszyscy musieli krzyczeć, żeby się usłyszeć. Ogarnięta paniką Emma zderzyła się z Lutherem, który złapał ją, nim poleciała w inną stronę. Emma odwróciła się. W psychodelicznym blasku czerwonych świateł zobaczyła, że w module mieszkalnym nie ma nikogo więcej. Griggs nie podążył za nimi. W powietrzu unosiła się dziwna rozrzedzona mgiełka, ale nie słychać było huraganowego szumu zasysanego przez wyrwę powietrza. Nagle Emma zdała sobie sprawę, że nie czuje żadnego bólu. Pykało jej w uszach, nie czuła jednak świadczącego o szybkiej dekompresji bólu w klatce piersiowej. Możemy jeszcze uratować stację, pomyślała. Mamy dość czasu, żeby odizolować źródło przecieku. Wykonała szybki pływacki nawrót, odepchnęła się stopami od ściany i pomknęła z powrotem do Węzła numer 2. W pośpiechu uderzyła o skraj luku i zdarła sobie skórę z łokcia. Teraz poczuła ból ? jednak nie w wyniku dekompresji, lecz własnej głupiej niezgrabności. Z rwącym łokciem ponownie odepchnęła się od ściany i wpłynęła do węzła. Griggsa tu nie było, ale zobaczyła jego laptop, który wisiał na końcu kabla. Na ekranie migotał jaskrawoczerwony napis ?Dekompresja?. Ciśnienie powietrza wynosiło 650 mm słupka rtęci i nadal spadało. Mogli pracować tylko przez kilka minut potem ich mózgi przestaną funkcjonować. Griggs na pewno szuka źródła przecieku, pomyślała. Zamierza zamknąć uszkodzony moduł. Dała nurka do amerykańskiego laboratorium. Mleczna mgiełka była tu gęstsza. A może to wcale nie była mgiełka? Może to w wyniku niedotlenienia wysiadał jej wzrok? Zdezorientowana migoczącymi stroboskopowo światłami, rąbnęła bokiem w następny właz. Zawodziła ją koordynacja ruchów, robiła się coraz bardziej niezgrabna. W końcu udało jej się wślizgnąć przez luk do Węzła numer 2. Zobaczyła Griggsa, który gorączkowo próbował rozdzielić plątaninę kabli łączących NASDA i moduł europejski. Emma dała nurka do przodu, żeby pomóc mu rozrywać kable. Jeden z nich był wyjątkowo oporny. Emma obróciła się i dała z powrotem nurka do laboratorium amerykańskiego.

Przeznaczenie

wrzesień 22nd, 2008

Dyrektor lotu wahadłowca, Randy Carpenter, widział na ekranie śmierć. W momencie zderzenia miał wrażenie, jakby czyjaś pięść wyrżnęła go prosto w mostek. Podniósł dłoń i przycisnął ją do piersi. Przez kilka sekund w sali kontroli lotu panowała kompletna cisza. Na centralnym ekranie widniała mapa świata z naniesionym na niej torem promu, po prawej stronie zatrzymany obraz programu operacji zbliżeniowych ze schematycznymi symbolami Discovery i ISS. Wahadłowiec wtopił się teraz w kontur stacji niczym rozbita zabawka. Carpenter poczuł, jak jego płuca nagle się rozszerzają, i zdał sobie sprawę, że ogarnięty grozą, zapomniał o oddychaniu. Na sali kontroli lotu rozpętał się chaos. Kadłub stacji został uszkodzony, pomyślał Carpenter. Ale nie do niego należało rozwiązanie tego problemu; zajmowali się nim specjaliści z kontroli lotu stacji. Carpenter podniósł głowę. Program operacji zbliżeniowej był zatrzymany, nie pojawiały się żadne nowe komunikaty. Z raportu inżyniera systemów napędowych wynikało jednak, że odpalone zostały silniki sterujące. To nie mogło być dziełem przypadku; ktoś próbował oddalić wahadłowiec od stacji. Jednak bez połączenia radiowego nie mogli mieć pewności, co się dzieje z astronautami. Nie mieli pewności, czy żyją. Był to najstraszniejszy ze wszystkich scenariuszy, rzecz, której najbardziej się obawiał. Krążący po orbicie prom z martwą załogą. Chociaż Houston mogło kontrolować większość manewrów wahadłowca z Ziemi, nie było w stanie sprowadzić go na dół bez pomocy załogi. Niezbędny był sprawny astronauta, by wcisnąć inicjujące zejście z orbity przełączniki orbitalnego systemu manewrowego OMS. Po wejściu w atmosferę również ludzkiej ręki wymagało uruchomienie zespołu przyrządów pokładowych oraz opuszczenie podwozia. Jeśli nikt nie wykona tych zadań, Discovery pozostanie w kosmosie: statek-duch okrążający Ziemię do chwili, gdy po paru miesiącach obniży się jego orbita i spadnie na ziemię w eksplozji ognia. Wszystko to Carpenter zdążył wyobrazić sobie w ciągu kilku sekund, kiedy na sali wokół niego powoli wzrastała panika. Nie miał czasu myśleć o stacji kosmicznej, której załoga konała teraz być może wskutek dekompresji. Musiał skupić uwagę na Discovery. Na swojej załodze, której przetrwanie z każdą mijającą sekundą ciszy wydawało się mniej prawdopodobne. A potem nagle usłyszał głos. Słaby i urywany. Zimny dreszcz przeszedł Carpenterowi po grzbiecie. Hewitt miała halucynacje. Doznała urazu głowy. Tracili ją, tracili jedyną szansę sprowadzenia promu na ziemię.

Kurs awaryjny

wrzesień 22nd, 2008

Pierwsza fala poszła w siedzącego bliżej zejścia na dolny pokład Kittredge?a, który uderzył nogą w manetkę rotacji. Jill poleciała do tyłu. Hełmofon spadł jej z głowy, ciało bombardowały cuchnące kawałki jelit i skóry, kępki czarnych włosów wciąż przylegających do skalpu. Włosów Kenichiego. Usłyszała huk silników i miała wrażenie, że prom przechyla się na bok. Kokpit wypełniła breja, w której wirowały strzępy plastiku, rozkładające się organy oraz te dziwne zielonkawe grudki. Ich przypominająca winogrona masa przepłynęła obok Jill i rozbiła się o pobliską ścianę. Kiedy w stanie nieważkości krople płynu zderzają się i przywierają do płaskich powierzchni, drżą przez chwilę lekko, a potem nieruchomieją. Jednak te krople nie przestawały się poruszać. Z niedowierzaniem patrzyła, jak drżenie potęguje się i przez powierzchnię cieczy przebiegają fale. Dopiero po pewnym czasie dostrzegła schowane głęboko w galaretowatej masie jądro. Coś czarnego, coś, co się poruszało. Wiło się niczym larwa moskita. A potem jej wzrok przyciągnął inny obraz, jeszcze bardziej przerażający. W oknie nad kokpitem zobaczyła stację kosmiczną, która gwałtownie się do nich zbliżała. Była tak blisko, że widziała niemal nity na kratownicy baterii słonecznych. W przypływie paniki odepchnęła się od ściany i nurkując w makabrycznej brei, wyciągnęła ręce ku sterom wahadłowca. Emma patrzyła z przerażeniem, jak zbliża się ku nim katastrofa. Widziała przez okno kopuły, jak wahadłowiec jednocześnie przechyla się do góry i w prawo. Widziała skrzydło Discovery, które mknęło ku nim z wystarczającą szybkością, by zmiażdżyć aluminiowy kadłub stacji. Tylko kilka sekund dzieliło ich od kolizji i śmierci. Z osadzonych w dziobie wahadłowca silników strzeliły nagle języki ognia. Prom przechylił się w dół, a jego prawe skrzydło obróciło się w górę, nie dość szybko jednak, by ominąć baterie słoneczne stacji. Emma poczuła, jak serce zamiera jej w piersi. Ręce i nogi zakotłowały się w powietrzu. Wszyscy jak jeden mąż rzucili się do ucieczki. Nikołaj i Luther jako pierwsi przepłynęli do modułu mieszkalnego. Emma zdążyła złapać się uchwytu przy włazie, gdy rozległ się zgrzyt rozrywanego metalu, jęk wykręcanego i deformowanego w trakcie kolizji dwóch potężnych obiektów aluminium. Stacja zatrzęsła się. Zdezorientowana Emma zobaczyła uciekające ściany Węzła numer 1, obracający się w powietrzu Thinkpad Griggsa i śliską od potu, przerażoną twarz Diany. Światła zamigotały i zgasły. W półmroku zaczęły zapalać się i gasnąć czerwone lampy ostrzegawcze. Zawyła syrena.

Krzyk

wrzesień 22nd, 2008

Nawet w stanie umysłowego zamroczenia wstydził się własnej bezradności, tego, że siedzi tu przypięty niczym inwalida, podczas gdy jego koledzy trudzą się, by sprowadzić ich na ziemię. Duma kazała mu wynurzyć się z wygodnej czeluści snu i wystawić na ostry blask świateł. Wymacał zamek pasów, odpiął je i odepchnął się od fotela. Kabina zaczęła wirować dookoła i musiał ponownie zamknąć oczy, aby powstrzymać nagłą falę torsji. Opanuj się, powtarzał sobie. Skup się na tym, co ważne. Przecież zawsze miałeś żelazny żołądek. Nie był jednak w stanie otworzyć oczu, nie potrafił stawić czoła temu dezorientującemu dryfowi. Do momentu, gdy usłyszał ten dźwięk. Coś zaskrzypiało, tak blisko, że pomyślał, że to musi być Mercer, rzucający się przez sen. Obrócił się w tamtą stronę i uświadomił sobie, że wcale nie patrzy na Mercera. Miał przed sobą torbę ze zwłokami Kenichiego Hirai. Torba wybrzuszała się. Pęczniała. Moje oczy, pomyślał. To oczy płatają mi figle. Zamrugał i próbował skupić wzrok. Torba była nadal rozdęta, plastik wydymał się nad brzuchem zmarłego. Przed wieloma godzinami załatali pęknięcie; teraz znowu musiało wzrosnąć wewnętrzne ciśnienie. Poruszając się jak w letargu, podpłynął do koi i położył dłoń na pęczniejącym całunie. I natychmiast cofnął ją przerażony. W ciągu krótkiej chwili poczuł, jak torba nadyma się, opada i znowu się nadyma. Ciało pulsowało. Jill Hewitt patrzyła przez okno, jak Discovery odłącza się od stacji. Dzieląca ich przestrzeń powoli się zwiększała. Zerknęła na dane pojawiające się na ekranie komputera. Jedna stopa odstępu. Dwie stopy. Wracamy do domu. Jej głowę przeszył nagle ostry ból, tak nieznośny, że omal nie zemdlała. Opanowała słabość, z uporem buldoga trzymając się resztek przytomności. Posługując się nimi, miał teraz delikatnie odsunąć prom od stacji aż do punktu położonego trzy tysiące stóp poniżej. Znalazłszy się na innej orbicie, Discovery automatycznie oddali się jeszcze bardziej. Jill usłyszała huk odpalanych silników i poczuła, jak dygocze cały kadłub. Dłoń, którą Kittredge obejmował manetkę, drżała, rysy jego twarzy były ściągnięte z wysiłku. To on, a nie komputer kierował w tej chwili promem. Jeden niekontrolowany ruch sterów mógł spowodować zejście z kursu. Pięć stóp odstępu. Dziesięć stóp. Mieli już za sobą kluczową fazę odłączania i coraz szybciej odsuwali się od stacji. Jill odprężyła się. A potem usłyszała dobiegający z dolnego pokładu krzyk. Krzyk przerażenia i niedowierzania. O?Leary! Obróciła się do tyłu i w tej samej chwili kokpit zalała makabryczna fontanna ludzkich szczątków.

Naprawa

wrzesień 22nd, 2008

Dyrektor lotu Randy Carpenter stał niczym posąg Kolosa, ze wzrokiem utkwionym w głównym ekranie, analizując swoim ścisłym umysłem inżyniera napływające dane i rozmowy na łączach. Jak zawsze, wybiegał myślą kilka kroków naprzód. W tej chwili trwała dehermetyzacja komory cumowniczej. Następnie otworzą się zaczepy łączące wahadłowiec z ISS i sprężyny systemu cumowniczego delikatnie odepchną od siebie dwa statki kosmiczne. Kiedy znajdą się w odległości dwóch stóp od siebie, włączą się silniki manewrowe Discovery, które skierują prom dalej w dół. W każdym momencie tej skomplikowanej sekwencji wydarzeń coś mogło pójść nie tak, ale Carpenter dysponował planem awaryjnym na każdą okoliczność. Gdyby nie otworzyły się zaczepy, mogli odpalić ładunki wybuchowe, które oderwą mocujące je śruby. Gdyby i to się nie udało, dwaj członkowie załogi ISS mogli wyjść na zewnątrz i ręcznie usunąć śruby. Mieli awaryjne plany na wypadek fiaska innych awaryjnych planów, rozwiązanie na każdą okoliczność. Każdą okoliczność, którą byli w stanie przewidzieć. To, czego Carpenter najbardziej się obawiał, to awaria, o której nikt nie pomyślał. I teraz zadawał sobie to samo pytanie, które nękało go przy każdej nowej fazie misji: czego nie zdołaliśmy przewidzieć? Siedzący obok Carpentera kontroler lotu potrząsnął triumfalnie pięścią w powietrzu. Myśli Carpentera wybiegły naprzód, ku lądowaniu. Pogoda w White Sands była stabilna, wiał czołowy wiatr o prędkości piętnastu węzłów. Nadajnik TACAN powinien zostać naprawiony przed przybyciem promu. Personel naziemny gromadził się w tej chwili na lądowisku. Nie było żadnych nowych zagrożeń, ale Carpenter wiedział, że musi zdarzyć się coś nieoczekiwanego. Wszystkie te myśli przebiegały przez jego głowę, lecz jego twarz pozostała nieprzenikniona. Żaden z obecnych na sali kontrolerów nie wiedział, że w jego gardle tkwiła gorzka niczym żółć gruda. Na pokładzie ISS Emma i jej koledzy również śledzili operację odcumowania. Wszystkie prace badawcze zostały tymczasowo zawieszone. Zgromadzeni w kopule Węzła numer 1, patrzyli, jak odsuwa się od nich potężny kadłub promu. Na ekranie własnego IBM Thinkpad Griggs obserwował ten sam program operacji zbliżeniowej, który oglądano w centrum kontroli lotów w Houston. Kiedy Emma zobaczyła przez okno, że Discovery zaczyna się cal po calu oddalać, odetchnęła z ulgą. Wahadłowiec znajdował się teraz w swobodnym dryfie i w drodze do domu. Lekarz lotu O?Leary unosił się w narkotycznym transie. Wcześniej wstrzyknął sobie w ramię pięćdziesiąt miligramów demerolu, dosyć, żeby złagodzić trochę ból, przypiąć pasami Mercera oraz przygotować kabinę do wejścia w atmosferę. Ale nawet tak mała dawka narkotyku ograniczała w dużym stopniu jego sprawność umysłową. Siedział na dolnym pokładzie, przypięty pasami do fotela i gotów do zejścia z orbity. Wnętrze kabiny kołysało się i rozmazywało, jakby oglądał ją pod wodą. Światło raziło go w oczy, więc zacisnął powieki. Przed kilkoma sekundami wydawało mu się, że widzi mijającą go Jill Hewitt, która trzymała pod pachą laptopa; teraz zniknęła, ale słyszał w słuchawkach jej udręczony głos, a także głosy Kittredge?a i CAPCOMa. Odcumowali od stacji.